Powiew amerykańskiego słońca w deszczowy poranek czyli California Sun od Bad Beard

Kalifornijskie słońce

Niby wiosna, prawie lato ale pada i jakoś tak nie do końca przyjemnie. Cóż by mogło poprawić tą smutną sytuację? Nie ma to jak nowy produkt w Męskiej Rzeczy! Więc pewnego zimowego dnia dostaję maila z propozycją współpracy. Ekipa z Bad Beard – bo oni byli autorem wiadomości – chcieli zaproponować mi a więc właściwie Wam swoją ofertę. Krótką ale bardzo treściwą. Bad Beard bowiem oferuje nam kartacze do brody, masła do tatuażu Colorado, bandany firmowe no i przede wszystkim flagowy produkt czyli olejek do brody California Sun. California? W taką pogodę? Z nieba mi spadli. Więc oczywiście skorzystałem z propozycji przesłania próbki bo w końcu zaufanie zaufaniem ale muszę sprawdzić co Wam zaproponuję.

No i zaczęło się pełne napięcia oczekiwanie. Jeśli chodzi o nowe produkty, które mogę przetestować to zawsze cieszę się jak dziecko. Minęła chwila i jest! Pani listonosz przyniosła kopertę z firmową pieczątką Bad Beard. Jako że była jeszcze wczesna godzina, broda jeszcze nieogarnięta, skorzystałem od razu z okazji żeby nałożyć olejek…

Co się kryje w małej brązowej buteleczce?

Skład California Sun jest w 99% naturalny. Prosty i skuteczny. Baza składa się z olejów z migdałów, konopii, orzechów makadamia i olejku Jojoba pozyskiwanego z nasion
Simmondissia Chinensis. To właśnie one odpowiadają za to jak olejek za chwile zadziała na moją brodę. Całość tworzy baza połączona z kompozycją zapachową czyli oleju z kwiatów drzewa ylang-ylang i wyciągiem ze skórek pomarańczy. Czyli krótka lista, intensywnie odżywiających składników. Jest ciekawie ale to nie jest to co odróżnia Bad Beard od wszystkich innych olejków do brody.

Co właściwie dostaniesz kupując olejek od Bad Beard

Pierwsze co rzuca się w oczy po otwarciu zamówienia to grawerowane, drewniane pudełeczko z logiem firmy i grafiką widniejącą na etykiecie kosmetyku. W środku znajdujemy ulotkę informującą jakie dobra za chwile nałożysz na brodę i jak wpłyną one na twoje włosie oraz oczywiście olejek. Sam produkt zamknięty jest w ciemnej buteleczce z etykietą zawierającą nazwę olejku i głowę z brodą. Tak, wiem. Bardzo istotna informacja szczególnie że wszystko widać na zdjęciu. Już słyszę ten krzyk: “No otwórz go w końcuuu!”

No dobra! Otwieram!

Majstersztyk czyli zapach!

Docieramy do tego co odróżnia California Sun od innych olejków. Jak wejdziecie na stronę Bad Beard albo na Męska Rzecz to przeczytacie w opisie mniej więcej coś takiego że na Twojej brodzie zawita California, słoneczne plaże i tak dalej. Prawda. Ale ten zapach naprawdę ciężko oddać w słowach. Teraz Was zaszokuję! Po otwarciu buteleczki (Bo też dostałem pełnowymiarową 10-cio mililitrową buteleczkę mimo że rozmawialiśmy o próbce. Z tego miejsca serdecznie dziękuję) w nos uderzył mnie słodki zapach. Nie słodkawy, nie z nutą słodyczy tylko słodki, prawie landrynkowy. No i tutaj nastąpiła chwila konsternacji. Po pierwsze w ogóle do takich zapachów nie jestem przyzwyczajony, po drugie gdzie tam Kalifornijska plaża? Ale nie wyłączaj teraz tego wpisu! Bo dalej robi się jeszcze ciekawiej.

Jako że już powiedziałem “A”, otwierając butelkę to musiałem powiedzieć “B” i wrzucić cukierka na swoją brodę. Wylałem trochę olejku na rękę (Chociaż barberzy twierdzą że powinno się nakładać olejek bezpośrednio pipetką na brodę. Bo po to jest pipetka. Ale musiałem sprawdzić konsystencję.) i okazało się że jest przyjemnie tłusty. Pamiętaj że tłusty olejek to wydajny olejek. Mimo że zapłacisz za niego 59 zł to starczy Ci na długo. Z rąk zapach rozszedł się po całej łazience. Wtarłem olej w brodę i zatopiłem się w aromatach… Po nałożeniu olejku, mimo że słodycz pozostała to stała się słabsza. Wydostały się do tego jakieś inne nuty zapachowe no i proszę! Mamy Los Angeles, San Francisco i Sacramento w domu nawet w środku zimy. Jak zamknąłem oczy to prawie widziałem siebie surfującego po oceanie w pełnym słońcu.

Niestety za długo nie mogłem się roztkliwiać nad głębią aromatów bo proza życia kazała wyjść z domu. Ale jeszcze jedna dosyć istotna informacja na temat zapachu. Jak już wróciłem do domu po długim dniu spędzonym w różnych miejscach i pośród różnych zapachów to nadal czułem ten zapach. Mogę więc orzec że California Sun trzyma się na brodzie kawał czasu i jego intensywność nie słabnie. Więc podsumowując: Szanowni Państwo z Bad Beard! Chapeau bas! Uwielbiam ten olejek. I tyle.

Przeczytałeś wpis do końca?

Skoro zostałeś z nami do końca to podejrzewam że Tobie też brakuje lata?

California Sun możesz kupić TUTAJ. Oprócz tego w Męskiej Rzeczy możesz zaopatrzyć się też w KARTACZ i COLORADO czyli masło do dziar, o którym wkrótce znajdziesz wpis na tym blogu.

Tak więc korzystając z okazji, dzięki że dotrwałeś do końca i zapraszam Cię do zakupów na www.meskarzecz.pl.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kosmetyki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *